No i nareszcie się doczekaliśmy. Ponad rok po oficjalnej premierze Windowsowej wersji przeglądarki od Google’a (02.09.2008) użytkownicy Mac’ów i Linuxa mogą cieszyć się testową wersją Chrome’a. Jak to często bywa w przypadku giganta z Mountain View, aplikacja pojawiła się nagle i bez zapowiedzi (albo może ja coś przeoczyłem). Co więcej, z tego co sobie przypominam zapisywałem się na powiadomienie e-mailem o linuxowej wersji Chrome’a, ale jakoś żadnej wiadomości się nie doczekałem.

Tak czy owak, pojawienie się nowej przeglądarki niezmiernie mnie uradowało. Pomimo faktu że aplikacja opatrzona jest znaczkiem beta, postanowiłem ją zainstalować i przetestować. Zresztą większość aplikacji Google znana jest z ciągnących się w nieskończoność oznaczeń beta – ot chociażby taki Google Mail działał jako serwis testowy przez 5 lat(!), pozyskując w tym czasie prawie 150 mln użytkowników na całym świecie.

Nie zwlekając ściągnąłem plik instalacyjny, który jest dostępny pod adresem:

http://www.google.com/chrome?platform=linux, w wersji dla linuxa (pakiety .deb i .rpm)
oraz
http://www.google.com/chrome?platform=mac, w wersji na Mac OS X (ver. min 10.5).

Instalka Chrome jest niewielka i w wersji na moje Ubuntu, waży około 12MB. Instalacja przebiegła błyskawicznie, bez najmniejszych problemów i po chwili cieszyłem się już nowiutką przeglądarką.

Zaraz po uruchomieniu, Chrome zaproponował mi że może stać się domyślną przeglądarką ale stwierdziłem, że na takie zaufanie jeszcze za wcześnie. Krok dalej pozwoliłem na zaimportowanie ustawień i parametrów z Firefoxa i już miałem działającą przeglądarkę z całą moją listą zakładek, i innych ustawień.

Przeglądarka Google’a zaskoczyła mnie prędkością i płynnością działania. Nie miałem czasu na wykonywanie jakiś miarodajnych testów, więc dalsze opinie są całkowicie subiektywne, nie poparte żadnymi danymi, poza wizualną oceną działania przeglądarki. Co więcej mogą być przekłamane przez moją Chrome’ową euforię.

Program uruchamia się zdecydowanie szybciej niż Firefox – po prostu się pojawia. Szybciej też ładują się strony. Onet.pl wczytywał się prawie połowę krócej niż w poczciwym ognistym lisku. Na pewno Chrome radzi sobie zdecydowanie lepiej z renderowaniem grafiki w postaci png. Ten fakt akurat potwierdziłem testami na aplikacji nad którą aktualnie pracujemy, a której interfejs wspierany jest przez półprzezroczyste warstwy z png. Tak jak w przeglądarce od Mozilli animacje tych warstw, robione przy pomocy biblioteki jQuery są (przynajmniej na Linuxie) delikatnie mówiąc marne (przycinają się, działają skokowo, albo w ogóle nie widać efektu animacji), o tyle Chrome renderuje wszystko płynnie, z niesamowitą lekkością i nigdzie nie zauważyłem chociażby najmniejszego zająknięcia. Dużą różnicę zauważyłem też w panelu WordPress’a. Nie wiem czemu, ale mój Firefox po dłuższej pracy zaczyna strasznie wolno reagować. Edycja tekstu działa mozolnie, a przecież Worpress specjalnie ciężki nie jest. Chrome o dziwo działa bez zarzutu. Piszę już dobre kilkanaście minut i nie widzę żadnych przestojów, czy „zastanawiania się”. Czysta przyjemność. Chrome, jako że oparty na Webkit’cie tak jak Safari, wspiera CSS3. Miałem okazję sprawdzić to na naszej stronie dyżury aptek i z całą pewnością CSS’owe zaokrąglenia i cienie pod tekstami działają doskonale.

Chrome to również doskonałe narzędzie dla webdevelopperów. Wbudowane narzędzia nie ustępują chyba w niczym, podstawowej dla każdego webowego programisty, wtyczce – Firebug. Jest konsola JavaScriptu, jest inspektor kodu (HTML i CSS), przeglądarka skryptów, analiza ładowania się strony (czasu, wagi, etc) i wiele innych przydatnych narzędzi. Do tego zestaw kilku wtyczek i kompletna platforma dla webmastera gotowa.

developper-tools

Podsumowując, po dłuższej zabawie z linuxowym Chromem jestem nim oczarowany. Po instalacji dostajemy gotowe do pracy (nawet dla programisty) narzędzie. Właściwie jedyne wtyczki jakie doinstalowałem to AdThwart do usuwania reklam (który okazał się dużo lepszy od Google’owej wersji AdBlocka) i Docs PDF/PowerPoint Viewer do szybkiego podglądu dokumentów bezpośrednio w oknie przeglądarki. Aplikacja działa stabilnie, ani razu się nie zawiesiła, nie wyłączyła, ani nie wykonała żadnej innej dziwnej operacji. Wybór wtyczek jest duży. Co prawda brakuje paru perełek dostępnych dla Firefoxa (choćby Colorzilli, czy MeasureIt), ale w końcu Chrome to jeszcze bardzo młoda przeglądarka. U mnie Chrome znalazł już miejsce na pulpicie i naprawdę cieszę się że nareszcie jest jakaś porządna alternatywa dla Firefoxa na linuxie. Wiem że pewnie pojawi się tu za chwilę lista co najmniej 10 innych przeglądarek dostępnych dla systemów z pingwinem, ale nie oszukujmy się – większość to odłamy, czy inne kompilacje samego Firefoxa i nie stanowią nawet promila w ogólnych statystykach przeglądarek w Internecie, a już na pewno nie są istotne z webdevelopper’skiego punktu widzenia. Czas pokaże czy lisek ma się czego obawiać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.