Minął już jakiś czas od kiedy ostatni raz używałem mojego telefonu komórkowego i łącza GPRS/EDGE/UMTS (czy co tam akurat jest w zasięgu) do surfowania po stronach internetowych. Jakoś tak się składało, że zawsze znalazła się jakaś sieć WIFI, albo po prostu mogłem spokojnie wyjąć laptopa, a komórka służyła mi tylko za modem.

Ostatnio jednak, mając (wątpliwą) przyjemność podróżować stołeczną komunikacją miejską, gdzie wyjmowanie komputera niekoniecznie jest rozsądnym pomysłem, chciałem sprawdzić przystanki, żeby upewnić się że autobus którym jadę jedzie tam gdzie dojechać mam zamiar.

Otworzyłem swoją Nokię E90, wpisałem adres autobusera, nacisnąłem „idź do” i… NIC. Tzn. nie do końca nic… Ku mojemu zdziwieniu w oknie przeglądarki przy jej górnej i dolnej krawędzi pojawiły się dziwne ikonki, ale sama strona się nie wczytała. No nic – pewnie się pomyliłem wpisując adres na małych przyciskach. Tak więc jeszcze bez większych stresów powtórzyłem procedurę łączenia się z autobuserem, która niestety zakończyła się takim samym rezultatem. Jako że ikonki dziwnie przypominały te narzędziowe rodem z jakiejś przeglądarki, postanowiłem się im bliżej przyjrzeć.

Po dłuższej zabawie wiedziałem już że mam do czynienia z czymś co się nazywa Compressor Mini i generalnie ma być świetnym programem który robi czary mary ze stronami internetowymi, żeby te chciały działać na moim telefonie, no i że w żaden sposób nie jestem w stanie tego wyłączyć. Ale skąd to się wzięło? Nie przypominam sobie żeby mój communicator miał jakiekolwiek problemy z wyświetlaniem zawartości internetu, co więcej rozdzielczość wyświetlacza (800×352) powoduje, że większość stron wyświetla się normalnie jak na monitorze komputera (monitorze z bardzo wąską matrycą). W związku z powyższym nigdy nie instalowałem żadnego oprogramowania do kompresowania stron. Pomyślałem wirus! – ale na Symbiana? No i niby skąd? Ok – Google na pewno będzie wiedział. Wpisałem adres wyszukiwarki i… znowu to samo, pusta stona! Spróbowałem jeszcze raz i po dłuższej chwili oczekiwania, zobaczyłem upragnione pole na wpisanie frazy do wyszukania.

Po kilku kolejnych pustych stronach, przeładowaniach i komunikatach o tym że upłynął czas oczekiwania, okazało się że Compressor Mini to usługa zafundowana mi przez operatora, którym w moim przypadku jest ERA. Oto jak na swoich stronach Era reklamuje Compressora:

Dzięki serwisowi strony www ładują się kilkukrotnie szybciej. Ich wygląd jest dopasowany do możliwości twojego telefonu. Ich odwiedzanie zużywa mniej kilobajtów. Możesz oszczędzić aż do 70% bajtów, czasu i pieniędzy.

Pełny tekst tutaj.

Patrząc na powyższe powinienem się cieszyć. Szkoda tylko że to tylko tekst reklamowy, a rzeczywistość jest całkowicie odmienna:

  • strony się nie tylko nie ładują szybciej, ale większość się nie ładuje w ogóle (timeout)
  • nie wiem czy wygląd jest dopasowany, ponieważ nie udało mi się większości stron obejrzeć, a te które mi się udało obejrzeć mój telefon wyświetlał bardzo dobrze bez żadnych modyfikacji
  • faktycznie oszczędzam do 70% bajtów, bo tylko pozostałe 30% się załadowało
  • na pewno nie zaoszczędziłem czasu i pieniędzy, wręcz przeciwnie oczekiwanie na załadowanie i ciągłe przeładowywania zajęły mi całą podróż autobusem i nawet jeśli nie kosztowały mnie finansowo, to na pewno kosztowały mnie kupę nerwów, więc zaoszczędzoną kasę będę mógł spokojnie wydań na leczenie nerwicy

Może sam pomysł jest fajny, oparty na sprawdzonym rozwiązaniu Opera Mini, które działa dokładnie w ten sposób. Co więcej ERA jest pierwszym i chyba na razie jedynym operatorem w Polsce który zdecydował się na wdrożenia takiej usługi (i piątym na świecie). Na pochwałę zasługuje fakt, że operator stara się nadążać za nowymi technologiami, szkoda tylko że bez uprzedniego ich przetestowania. A może błąd jest w samym wdrożeniu, w końcu Opera Mini działa dobrze.

Najważniejsze jest jednak, dlaczego bez mojej zgody, ktoś przepuszcza mój ruch przez jakieś pośrednie serwery (proxy?). Operę mogę sobie ściągnąć i zainstalować jeśli mam na to ochotę i nikt mnie nie zmusza do jej używania. Mogę sobie również ją sam odinstalować, czego nie można powiedzieć o usłudze ERY (wyłączenie kompresji w ustawieniach niczego nie poprawia). W celu deaktywacji (czegoś, czego w życiu nie aktywowałem – ktoś po prostu założył, że mi się przyda) musiałem skontaktować się z biurem obsługi i gdyby nie kolejna pomoc Google, nie udało by mi się wytłumaczyć pani po drugiej stronie słuchawki o jaką usługę chodzi, bo w systemie nie widnieje nic takiego jak Compressor. Dla tych którzy chcą wyłączyć sobie Compressora, należy poprosić o wyłączenie:

systemowej kompresji danych w usłudze blueconnect

Kończąc moje, i tak już za długie dywagacje, nie lubię być uszczęśliwiany na siłę, zwłaszcza rozwiązaniami, które nie działają. Usługa kompresji danych o dźwięcznej nazwie Compressor Mini nie nadaje się na razie do używania. Całkowicie sparaliżowała mi dostęp do internetu z telefonu komórkowego i kto wie jak (a właściwie gdzie) się moja podróż mogła skończyć? Na szczęście udało się kompresję wyłączyć i mogłem już trochę spokojniej prześledzić trasę na autobuserze.

Czego to się człowiek nie dowie przy okazji podróży komunikacją miejską.

http://technologie.gazeta.pl
http://www.era.pl
http://www.opera.com/mini
http://autobuser.pl

This article has 3 comments

  1. radykał

    Dzięki za art-a! A właśnie chciałem „przetestować” niewypał. Zaoszczędziłeś mi, widzę, kupę newów i czasu. Jednak „O-mini” jest the-best`ciakiem i już.

  2. MariBoooo

    Używałem tego kompresora w płatnym Internecie swego czasu jeszcze Ery, były z nim spore problemy między innymi poczta przez www nie chodziła poprawnie. Ogólnie nie uważam tego narzędzia za bardzo wartościowe. Są darmowe proxy kompresujące traffic które są o niebo lepsze od narzędzia Ery.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.