Linux to mój podstawowy system do pracy już od ładnych kilku lat. Nie, nie jestem administratorem. Pracuję na Linuxie na moim laptopie – programuję, projektuję, mailuję, etc. Żeby było jasne – nie należę do grupy użytkowników (powinienem raczej napisać fanatyków) „wyznających” system – uważam że system służy do pracy. Dlatego też nie będę próbował nikogo przekonać że któryś system jest lepszy od pozostałych, chociaż pewnie będzie mnie kusiło. Chcę tylko na przykładzie z własnego podwórka pokazać że Linux jest jednak dla ludzi, co więcej, w codziennej pracy przysparza jednak mniej problemów i kłopotów.

Długo zbierałem się żeby napisać ten tekst, ale może to i lepiej. Ciągle słyszę że „ten Linux” jest tylko dla informatyków i nerdów, że trzeba znać tysiąc i jedną komendę, a co z dokumentami „z Worda”, czy to ma Outlooka, że na pewno nie da się filmów oglądać no i oczywiście że nie da się na tym grać. To samo słyszałem od własnej żony kiedy kilka razy, delikatnie, przy różnych okazjach próbowałem ją nakłonić do przesiadki na Linuxa. Ostatnio przy okazji wymiany dysku w jej laptopie zainstalowałem świeżutki Windows 7, który wygląda naprawdę obiecująco i zbiera całkiem niezłe recenzje. Przez pewien czas działał faktycznie szybko, stabilnie i nie było żadnych problemów a ja nie ukrywam byłem pod wrażeniem (no i ładny to on też jest). Do czasu. Zdarzył się niekontrolowany reset komputera i cały profil użytkownika zniknął jak kamfora. Tak po prostu! Po całonocnej gimnastyce udało się na szczęście odzyskać pliki (zdjęcia, dokumenty), ale sprawności systemu niestety już nie. W tym momencie przebrała się miarka – moja szanowna małżonka została zmuszona do wypróbowania Ubuntu. Umówiliśmy się że będzie używała Linuxa przez tydzień i jeśli faktycznie nie będzie w stanie się odnaleźć, zainstaluję jej Windows 7, XP, czy co tylko będzie chciała.

To było gdzieś pod koniec kwietnia. Dzisiaj mamy początek czerwca, a ja dalej nie mam żadnego Windowsa w domu :D. Przesiadka z Windowsa na Linuxa nie przysporzyła mojej żonie absolutnie żadnych problemów, zadała mi do tej pory tylko jedno pytanie – „jak zrobić sobie skrót do folderu na pulpicie?”. Ubuntu prosto po instalacji wyposażone było w komplet aplikacji potrzebnych do pracy i rozrywki mojej żonie. Z Outlooka przesiadła się na Thunderbirda (dla bardziej wymagających Ubuntu oferuje Evolution), Open Office okazał się też całkiem przyjazny i hej! – niespodzianka – otwiera dokumenty „z Worda” ;-). Bestplayera zastąpił mplayer (albo totem, nawet nie wiem, bo zainstalowały się obydwa), Firefoxa – Firefox ;-), i można by tak wymieniać długo.

Wracając jeszcze do kwestii tysiąca i jednej komendy, to owszem ja używam konsoli – można by rzec non-stop, ale tak naprawdę to nie jestem w stanie wymyślić takiej rzeczy (potrzebnej na co dzień), której nie dało by się „wyklikać” przez jakieś GUI. Kwestię gier pozostawię bez komentarza. Jeśli tylko ktoś zada sobie odrobinę trudu i spróbuje poszukać w Google, okaże się że Linux oferuje naprawdę sporo w tej kwestii. Powstał nawet pierwszy w Polsce sklep z grami dla Linuxa . Faktycznie ilość tytułów nie jest jeszcze tak imponująca jak na Windows, ale ostatnio zaczyna się wiele na tym rynku dziać. Zresztą do grania są konsole… ;-)

Wszystkie te wątpliwości i obawy związane z Linuxem, wynikają tylko i wyłącznie z niewiedzy, nawyków i lenistwa użytkowników, którym nie chce się poświęcić paru dni na „naukę” nowego systemu. Ale tak naprawdę czym się różni przesiadka z Winsowsa XP na Windowsa 7, od tej z dowolnego Windowsa na Linuxa. Interfejs nowego systemu Microsoftu jest ładny, dopracowany i intuicyjny, ale diametralnie różny od poprzednich wersji tego systemu. Zatem czemu zamiast nowej wersji systemu nie zainstalować całkiem nowego systemu? Może jak na ironię, właśnie teraz, tuż po premierze Windowsa 7, jest najlepszy moment żeby pomyśleć o Linuxie?

Cieszy mnie fakt że coraz więcej użytkowników docenia Linuxa i zauważa że można mieć za darmo to samo za co inni płacą, często nie małe pieniądze. Ja w swoim domu i w pracy nie mam już ani jednego komputera z Windowsem. Większość pracuje na Linuxie, a kilka osób „wyznaje” produkty spod znaku używanego jabłka.

Chyba specjalnie na potrzeby tego tekstu, w ostatnim tygodniu świat obiegła informacja że Google, ze względów bezpieczeństwa wymienia systemy operacyjne na swoich komputerach z Windowsa na Linuxa i MacOS. Nie chcę analizować co jest faktycznym powodem tej zmiany, ale faktem pozostaje że jedna z największych firm na świecie (setki, tysiące, setki tysięcy komputerów?) rezygnuje z najpopularniejszego do tej pory systemu operacyjnego. Pozostawię to bez komentarza…

This article has 2 comments

  1. mls

    Potwierdzam te słowa mimo, iż sam jestem na codzień użytkownikiem Maka. Od święta sam korzystam z Ubuntu, co więcej, tak jak Tomek, przekonałem swoją żonę do netbookowej wersji tego systemu i jak do tej pory (też już z miesiąc będzie) nie ma zastrzeżeń, choć czasem coś działa inaczej niż na „jedynym słusznym” systemie ;)

  2. fonfi

    Przypomniałeś mi Marcin, że nie wspomniałem nic o fakcie iż Linux dostrzega takie zabawki jak netbooki i w tej chwili większość dystrybucji ma już wersję na nie. Ale M$ twierdzi że Win7 działa płynnie i stabilnie na netbookach – ciekawe czy faktycznie tak jest i przez jak długo. Jakoś nie wierzę że jeden system (tak wizualnie rozbudowany) jest w stanie działać na tak samo dobrze na każdym sprzęcie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.